Rodzina, ach rodzina…

Pierwszy zgrzyt. Trudno znaleźć parę tańczącą bardzo ładny „salon” i uczącą tegoż. Sebastian i Roxana wojażują po świecie, Javier Rodriguez chyba nie prowadzi obecnie zajęć, nasi ulubieńcy czyli José i Vicky wracają dopiero 9 lutego, nie mam pojęcia, gdzie się podziewa Pablo Rodriguez, w każdym razie raczej nie tutaj…

Byliśmy na zajęciach z Fabianem Peraltą, ale facet

1) Nie tańczy już z Natachą Poberaj

2) Strasznie się popisuje.

Chociaż w grupie była przewaga początkujących, uczył skomplikowanych elementów à la tango fantasia. No i Kasia po technice dla kobiet prowadzonej przez jego partnerkę Virginię Pandolfi miotała soczyste przekleństwa (więcej o technikach dla kobiet niebawem). Dlatego też na razie biegamy do szkoły Pabla i Dany, czyli DNI. Byliśmy na zajęciach z różnych poziomów (od 3 do 7) i prawdę mówiąc specjalnej różnicy między nimi nie uświadczyliśmy. Wszystko jest równie łatwe (lub równie trudne zależnie, z której strony patrzeć). Fajne jest to, że na zajęcia (zwłaszcza te prowadzone przez Pabla y Danę) przychodzą bardzo zaawansowani tancerze, nierzadko nauczyciele (co ciekawe na wszystkich zajęciach spotykamy tatę Osky’ego, a na wielu całą resztę Casasowej familii). Tak więc na najwyższym siódmym poziomie miałem przyjemność ćwiczyć z Mariel, która w tejże szkole prowadzi zajęcia z niejakim Gonzalem (o którym Luiza powiada, że zabójczo przystojny. Tym razem go szczęśliwie nie było). Doświadczenie bardzo sympatyczne i podbudowujące.

Osoby, które przywykły do tańczenia nuevo w dalekim trzymaniu, mogą tu jednak przeżyć spory stres. Na zajęciach panuje bowiem niemożebny tłok. Te wszystkie gancha, enganchady, sacady i tym podobne cymesy trzeba wykonywać na bardzo ograniczonej przestrzeni. Moim zdaniem ma to swoją zaletę. Tak przyswojone elementy można bowiem spokojnie stosować na milongach, nawet najbardziej zatłoczonych.

Pablo y Dana są niesamowici. Poruszają się bajecznie, wykonując najbardziej zagmatwane figurki bez wysiłku. Są dynamiczni, plastyczni i doskonale zgrani. Pozostali nauczyciele z tej szkoły starają się ich naśladować ze zmiennym powodzeniem. To, co w wykonaniu Pabla y Dany wygląda niezwykle naturalnie i swobodnie, u innych trąci czasem (niezbyt elegancką) manierą. Ale to pierwsze wrażenie. Może z czasem się oswoimy.

A co poza tangiem? Po raz kolejny dochodzimy do wniosku, że Argentyńczycy to jednak bardzo zabawny ludek. Dziś kelner w restauracji, dowiedziawszy się, skąd jesteśmy, stwierdził sentencjonalnie: Polska to duży kraj – po czym zapytał, czy podoba nam się w Argentynie. Gdy usłyszał, że owszem, oznajmił, że powinniśmy wszystko sprzedać i przenieść się tu na stałe. Nasze zdumione miny wprawiły go jednak w konfuzję. Pomyślał chwilę i rzekł: pewnie bardzo byście tęsknili za mamą i tatą. To jest problem.

Słowem, serdecznie pozdrawiamy mamusie i tatusiów, którzy powstrzymują nas przed uchodźctwem!

0 Responses to “Rodzina, ach rodzina…”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: