Nuevo

Jest trzecia w nocy. Temperatura za oknem ok. 25 stopni, a w mieszkaniu sauna. Zazwyczaj włączam klimatyzację na kilka minut przed pójściem spać, to wystarcza, żeby przyjemnie schłodzić sypialnię. Ale Kasia już zasnęła; jest odrobinę przeziębiona, więc nie chcę jej wystawiać na szok termiczny. Bezsenność wykorzystam więc na spisanie kilku uwag na temat tutejszych zajęć.

Jak już wspominałem trudno znaleźć fajne zajęcia z purystycznego salonu. Po pierwsze, na takich zajęciach jest zwykle zdecydowana przewaga początkujących tancerzy. Po drugie, nauczyciele uczą przeważnie figur, niewiele uwagi przywiązując do techniki. Tak więc, mając już opanowane pewne podstawy, z niemal równym (nie)powodzeniem można się nauczyć tego samego, podglądając filmiki.

Na zajęciach z nuevo (dla zaawansowanych) poziom uczniów jest zdecydowanie wyższy. Chociaż… No dobrze, muszę się podzielić z czytelniczkami planującymi wyjazd do Buenos smutnym uściśleniem. Ten wyższy poziom dotyczy głównie tancerek. Większość facetów chodzących na zajęcia radzi sobie nietęgo (niezależnie od deklarowanego poziomu zajęć). Zaletą szkoły Pabla i Dany, czyli DNI, jest to, że w zajęciach często uczestniczą inni nauczyciele i asystenci. Trzeba się tylko wykazać odrobiną siły przebicia (również w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia), żeby się do nich dopchać i z nimi ćwiczyć.

Rok temu jechaliśmy do Buenos z zamiarem ćwiczenia u „starych milongueros”. Wypróbowaliśmy kilku i szybko daliśmy za wygraną. Były to bowiem zajęcia typu: „patrzcie i róbcie jak ja”. Przy czym takiemu nauczycielowi rzadko zdarzało się demonstrować to samo dwa razy z rzędu. Pokazywał skomplikowaną kombinację dziesięciu kroczków. Wszyscy patrzyli z rozdziawionymi gębami. Dziwił się, że nikt nie załapał, godził się z niechęcią powtórzyć swój pokaz… i pokazywał coś zupełnie innego (i niemniej złożonego). Jeśli komuś udało się coś z grubsza zajarzyć i wykonać, nauczyciel był przeszczęśliwy, niezależnie od jakości wykonania. Żadnych poprawek, wskazówek, jak można coś wygładzić. Zero techniki. Zdarzało się nawet, że samemu prowadzącemu coś nie wychodziło i rugał własną partnerkę (np. tak znakomitą tancerkę jak Luna Palacios), że nie zapamiętała sekwencji!

Tak więc przerzuciliśmy się, chcąc nie chcąc, na zajęcia z nuevo i w tym roku też tak jakoś wypadło. Obiecywaliśmy sobie, że poszukamy jakieś pary młodych salonowców, ale jak dotąd takiego skarbu nie wygrzebaliśmy. Ja chodzę sam na zajęcia z Fabianem Peraltą – na wszystkie poziomy zaawansowania – przede wszystkim po to, by podejrzeć, czego uczy, w jakim tempie, jakie patenty dydaktyczne stosuje. Kasia biega do Silvany Nuñez, która, Kasia dixit, „jak spojrzeć na nią we właściwy sposób do złudzenia przypomina Andreę Misse”, cokolwiek to znaczy.

Nuewowcy są lepiej przygotowani od strony pedagogicznej. Ale też dzielą się na kilka kategorii.

Jedni pokazują skomplikowane figurki i ograniczają do minimum uwagi techniczne. Sprowadzają je do tego, co niezbędne, żeby dane hocki-klocki wyszły. Po półtorej godzinie ćwiczeń niektórym parom zaczyna się to rzeczywiście udawać i są wniebowzięte. Do tej kategorii zaliczyłbym Luisa, Hectora i Silvinę z DNI oraz Alejandra i Marisol.

Drudzy pokazują super skomplikowane figurki. Wszyscy się gapią, myśląc sobie: to się za Chiny Ludowe nie uda. A po pięciu minutach okazuje się, iż rzecz jest banalnie prosta. Do tej kategorii zaliczyłbym przede wszystkim Veredice i Hobert (gratuluję Poli i Jankowi pomysłu sprowadzenia ich latem). A także Sebastiana i Eugenię z DNI.

Trzecia kategoria. Nauczyciele, którzy pokazują bardzo skomplikowane rzeczy, kładąc jednocześnie silny nacisk na technikę (palce tak, ramię siak, oddech, centrum, pięta, łopatka, troczek dolny mięśni prostowników, brzusiec czołowy mięśnia potyliczno-czołowego…). Jeśli nawet po półtorej godziny zajęć nie wszystko wychodzi, to niektóre proste elementy zaczynają wychodzić o wiele ładniej i przyjemniej (nie tylko dla oka) niż przed zajęciami, tak iż człek modli się żarliwie, by tej zdobyczy nie utracić. Tutaj należy wymienić przede wszystkim Pabla i Danę.

Czwarta kategoria. Nauczyciele, którzy pokazują „prosty koncept”. Na przykład najzwyklejszą colgadę. Uczą, jak to zrobić lepiej i skuteczniej. Pod koniec zajęć przechodzą do rzeczy trudniejszych (zazwyczaj nie ma już jednak czasu, by je przećwiczyć) Przedstawicielami tego pożytecznego gatunku są dziewczyny z El Motivo.

Piąta kategoria (kontrowersyjna). Nauczyciele, którzy pokazują coś na pierwszy rzut oka prostego, co (jak nam się wydaje) umiemy doskonale. Początkowo rzecz wychodzi świetnie. Zaczynają się subtelności techniczne. Po półtorej godziny zajęć okazuje się, że już nam nic nie wychodzi. Jedni to lubią, inni mniej. Zdobywcą Oscara w tej kategorii jest dla mnie Pablo Inza (przynajmniej takie zajęcia prowadził w Berlinie).

Wreszcie ostatnia kategoria. Nauczyciele, którzy pokazują coś (trudnego lub łatwego), sami nienajlepiej sobie z tym radzą, wykonują rzecz siłowo i na słowo honoru; i nie mają bladego pojęcia jak nauczyć danej sztuczki. W Buenos na szczęście trafiliśmy tylko na jedną taka parę (w zeszłym roku): Gustavo Rosas z partnerką. Omijać z daleka!

Subiektywny ranking szkół i nauczycieli przedstawimy pod koniec pobytu. A już niebawem Kasia kompetentnie i drobiazgowo opisze lekcje z techniki dla kobiet.

Pora kończyć. Kasia się obudziła, przyczłapała somnambulicznie do salonu, ziewnęła i kazała zapuścić w sypialni klimatyzację…

0 Responses to “Nuevo”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: