Tako rzecze Caminitka

Pora by dorwała się do głosu zacniejsza część caminito: Maria i Maria, i jak ona oddycha! Patrzcie państwo, mogę zaryzykować tezę, że co najmniej połowa ludzkości oddycha, a z naszych czytelników niemal każdy, a jakoś tłumy wielbicieli z tego powodu na kolana nie padają. Wielkie rzeczy, stary Kacperski za rogiem też oddycha. Bo kurcze co! Najświętszą Panienkę by te codzienne peany od rana do nocy zgniewały. No, Maria tańczy jak łania, każdy ruch ma piękny, doskonały, skończony, ale żeby o tym zaraz pisać? Lepiej popatrzeć, jak tańczy, wpadajcie do Buenos i odnajdźcie to cudo.

Miałam rzeczowo i kompetentnie opisać techniki dla kobiet. Kompetentnie jak najbardziej, kompetencja to moje drugie imię, Ale rzeczowo??? A co by komu przyszło z opowieści o zamykaniu bioder, nie siadaniu na nodze itp.? Każdy to wie, a jak nie, to wcześniej czy później się dowie. Wolę opisać kiecki i buty nauczycielek. Przykro to stwierdzić, ale Cif króluje na pokazach i milongach, na co dzień jest jednak w odwodzie. Niepojęte!!! Wiele wody upłynęło, zanim ten problem rozgryzłam, nie mogłam wyjść ze zdumienia: doprawdy buciki śliczne jak dla królewny, a one nosem kręcą, kopnięte dziwadła. Jeszcze w Warszawie rozmawiałam o tym z Polą, a tu w Buenos omówiłyśmy to starannie z Luizą. Po wielu nieprzespanych nocach przyznaję im obu rację: Cif ma potwornie sztywne podeszwy, stopa w nich pracuje z trudem i przy forsownym używaniu śródstopia (techniki dla kobiet to setki ćwiczeń palec, śródstopie z obciążeniem) po dwóch-trzech godzinach stopy bolą niemiłosiernie. Ponieważ zdarza nam się tańczyć tu i 8 godzin, pognałam do Victorio, żeby obstalować sobie kapcie… Kudy im tam do boskich CiFów, ale proszę bardzo, mogę stać na śródstopiu latami.

No dobrze, zrugana przez szefa przystępuję do skrupulatnego zdawania sprawy z kobiecych zajęć. Otworzę sobie bloga „moje butki & kiecki” i figa, dam upust swoim filozoficznym skłonnościom.

Z technikami dla kobiet jest ten jeden szkopuł: ulubionym mistrzyniom często ani w głowie prowadzenie takich zajęć. Tak więc nie ma co śnić o technice u Luny Palacios (zobaczcie jej filmik z Aonikenem, a będziecie wiedzieć, o czym mówię) albo u Geraldine Rojas, nawet jeśli szczęśliwie zastałyście je w Buenos. Zresztą miałam przyjemność uczestniczyć w zajęciach Rojas-Paludi (czyt. Rochas-Paluchas) w Berlinie i były to zajęcia typu: „patrzcie, jak ja to ślicznie robię!”. Rzeczywiście było na co popatrzeć, za to prowadząca zerkała na grupę z lekkim zdziwieniem i obrzydzeniem, jakby się zastanawiała – ruszyć toto czy nie. Rozsądnie zrezygnowała z bezpośredniego kontaktu. Walnęła za to przemowę, że niedobrze jej się robi od tego całego gadania o centrum.

To zresztą częsty przypadek: tancerki, które cudownie tańczą, niezbyt cudownie uczą. Z różnych względów, u Aurory Lubiz potykałyśmy się o siebie w doborowym towarzystwie 40 Japonek na metr kwadratowy i ciężko było dojrzeć rąbek sukni prowadzącej. Milonguery starszego pokolenia mają zresztą dziwną skłonność do robienia techniki bez techniki, to znaczy ślicznie się ruszają, proponują wiele ozdobników, wprowadzają mniej lub bardziej skomplikowane ciągi kroczków i … nic właściwie z tego nie wynika dla techniki tańca. Już lepiej popatrzeć, jak tańczą w objęciach takiego Hugo Daniela dla przykładu.

Większość z technik nie wychodzi poza repertuar podstawowy: chodzenie, ocho, voleo. No i oczywiście kameralny koncert ozdobników, niezbyt zresztą wyszukanych. Ważne nie co, ale jak – hier ist der Hund begraben – jak mawiają Francuzi. Byłam na czymś strasznym u Virginii Pandolfi (obecna partnerka Peralty), była to wojna pozycyjna: ćwiczyłyśmy voleo adelante w ten oto sposób, że stojąc jak słupy kopałyśmy się w nogę jak najwyżej. Zabawa może przednia (choć bardziej rozrywkowo byłoby już kopać koleżankę: tu czuję się odważna jak lew, większość Argentynek by mnie nie nalała, takie maluchy!), ale do voleo mająca się jak pięść do nosa. Nie wiem, jak reszta ludzkości, ale akuratnie my z Salasem (tekst niebawem na stronie caminito) sądzimy, ze voleo robi się z ruchu i należałoby je ćwiczyć w parze. Postanowiłam opanować nieprzyjazne myśli i słowa, które cisnęły mi się pod adresem prowadzącej, i najuprzejmiej w świecie kopać się w nogę z myślą, że ćwiczę równowagę. Oby Cifu więcej nie oglądała!

Na osłodę. Luna z Aonikenem:

1 Response to “Tako rzecze Caminitka”


  1. 1 magdalenaluk 5 lutego, 2008 o 5:01 pm

    Od razu poprawil mi sie humor gdy tylko zobaczylam ta pare. Co za temperament!!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: