Caminitka kontratakuje

Szczęśliwie nie wszystkie techniki dla kobiet są zatłoczone i nie wszystkie solipsystyczne (tancerka nie poświęca tłuszczy najmniejszej uwagi, zajęcia kieruje/ do swojego ja idealnego). Większość młodych nauczycielek wyciska z grupy siódme poty, tak że niekiedy wychodzę z technik ugotowana i uskrzydlona zarazem (trochę dziwny obraz blanszowanego kurczaka mi wyszedł, hmmm….). Cecilia Garcia (szkoła „Tango Brujo”, partnerka Godoya i Dorkasa) potrafi człowieka rozciągnąć, uplastycznić i zdziwić – niesamowite efekty, niesamowite zajęcia. Nie są to techniki w klasycznym znaczeniu, nie ćwiczymy ozdobniczków i elemencików, ale ruch i świadomość ciała. Cecylia to człowiek-guma, stawy nóg i biodra służą jej tylko do tego, żeby efektowniej zamieść stopą sufit, przypomina w tym Danę Frígoli i Alejandrę Hobert. Nie jest to jednak jej najważniejsza zaleta. Ma fantastyczne wyczucie tańca i zmysł zabawy. Zresztą popatrzcie sami:


Techniki dla kobiet prowadzone po bożemu znaleźć można w DNI. Tam systematycznie zmieniają się prowadzące, są dwa poziomy trudności. Uczestniczyłam w obu typach i zajęcia były wyśmienite. DNI rzeczywiście jest szkołą, a więc wszyscy mają mniej więcej te same metody uczenia i wszyscy tańczą w podobnym stylu. Tu się pracuje! Dziewczyny są pedantki i szczególary, ale mają złote poczucie proporcji. Jeśli kiedyś byłyście na zajęciach, na których udzielono wam naraz setki napomnień w sprawie łopatek, mostka, palca lewej stopy, prawego nadgarstka oraz górnej rzęsy (okraszonych jakże słusznym nakazem, żeby poruszać się naturalnie), i po wszystkich tych uwagach czułyście się jak Pinokio imitujący „Taniec z gwiazdami”, zaś wasze ciało wydawało wam się kłodą na drodze do tangowego szczęścia, to spieszę donieść, że dziewczyny z DNI tak błogosławionego toku zajęć unikają jak ognia. Wskazówki są proste, trafiają w sedno i naprawdę dotyczą poszczególnych przypadków. Człowiek-tancerka czuje się jak królowa balu, dla której specjalnie przygotowano feerie atrakcji. Kiedy trzeba, wprowadzają dodatkowe ćwiczenia. Nie pędzą z programem, który sobie ustaliły raz na zawsze i realizują z żelazną konsekwencją (nawet jeśli uczestniczki odpadły już na czwartym kilometrze). Silvia, Eugenia i Mariel się nie oszczędzają, pracują z każdą dziewczyną. Ruch, elastyczność, energia: Mariel wygląda na kogoś, kto nawet śpi dynamicznie. Zajęcia solidne pod każdym względem.

Po wielu bojach udało mi się znaleźć nauczycielkę hołdującą stylom bardziej tradycyjnym. Mateusz już wspominał o naszych niedolach, które można by zatytułować „w poszukiwaniu straconego tanga”. Trudno w pełni kanikuły upolować świetnych nauczycieli salón. Podejrzewam, że wszyscy balują sobie wesoło w Mar del Plata albo też na innych Hawajach. I w tej prostracji nawinęła się partnerka Carlosa Copellego – śliczna mała blondyneczka Silvana Nuñez, która wygląda jak klejnocik i jest, chyba można to tak ująć, niesamowicie milusia. Milusia ale i zasadnicza: „żywemu nie przepuści”. Warunki były doskonałe – ja i jeszcze trzy Argentynki (niższe ode mnie o pół głowy; już poczucie, że jestem wysoką niewiastą warte było ceny zapłaconej za zajęcia). Silvana skupia się na postawie, w nieskończoność powtarzałyśmy pozycje bioder w projección do tyłu i do przodu, ćwiczyłyśmy pracę stóp palec-śródstopie, przenosząc ciężar milimetr po milimetrze. Aktywny obcas i zgrabne układanie stóp. Ciężka harówka, żeby wyglądać jak motyl. Ale po lekcji można uciąć komarka.

0 Responses to “Caminitka kontratakuje”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: