Seminarium

Bogowie tanga pastwią się nad nami niemiłosiernie. Dziś rano* dobiła mnie informacja (wyszperana w internecie), że na owej feralnej Praktyce X, którą tak nieroztropnie i przedwcześnie opuściliśmy, wystąpić mieli Pablo Rodriguez i Noelia Hurtado, para, której wprawdzie nigdy nie widzieliśmy na żywo, ale, sądząc po filmach, prezentuje właśnie takie tango, jakie podoba nam się najbardziej.

Kiedy szykowaliśmy się do wyjazdu para ta znajdowała się na poczesnym miejscu naszej „listy wymarzonych nauczycieli”. Niestety, nigdzie nie znaleźliśmy informacji, że są w Buenos i uczą. Nawet miła pani, która rozdaje ulotki na wszystkich milongach i była dla mnie dotychczas wyrocznią w tego typu sprawach, stwierdziła, że Pabla R. od dawna nie widziała i nie może mi w żaden sposób pomóc. Znakomita lekcja u Oskyego, który najwyraźniej przejmuje schedę po ojcu (Oskar senior robi u niego czasami za asystenta, ale sam uczy już tylko w soboty) nieco pocerowała nasze zszargane nerwy. Po południu wybraliśmy się jeszcze na lekcję do Andresa Laza Moreno i Samanthy Dispari. Andres, jeden z ostatnich lokalnych (nieazjatyckich) reprezentantów Villa Urquiza pełną gębą, przywodzi na myśl wczesnego Javiera. A Samantha, szesnastoletni fenomen, do złudzenia przypomina Geraldine. Ona akurat ma do tego święte prawo, jest bowiem jej siostrą. Lekcja była rewelacyjna (proste rzeczy: krzyżyk, dwie sacady maglowane przez 1,5 godziny z wielkim naciskiem na jakość i estetykę wykonania), na zajęciach cztery pary, ale – kolejne rozczarowanie – Andres chyba pokłócił się właśnie z S., stwierdził bowiem lakonicznie, że „już jej nie będzie” i lekcję prowadził sam. Kolejny odcinek tangowej, argentyńskiej telenoweli.

Na zajęciach poznaliśmy ciekawą postać, Rajmunda – Polaka urodzonego w Kanadzie, mieszkającego od 13 lat w Hong Kongu i prezesa (o ile dobrze zrozumiałem do niedawna) tamtejszej Akademii Tanga. Rajmund oznajmił nam, że doskonale zna Pabla i Noelię i, gdy tylko Andres obwieści koniec zajęć, zamierza jechać do nich na lekcję.

„Jak kwiatki nagłym powarzone szronem,

Skulone gną się, a gdy je odbieli

Słońce wraz z czołem się wznoszą i łonem,

Tak samo we mnie otucha wystrzeli”

Wpadamy, podekscytowani, do Pabla i Noelii (lekcja właściwie pod naszym domem, ale w miejscu dobrze zakamuflowanym). Nauczyciele niezwykle mili. Tylko Pablo jakiś taki pączusiowaty, bardziej niż na filmikach. Powinno mi to dać do myślenia, ale wiem (szczęściem jeszcze nie z osobistego doświadczenia), że nauczyciele tanga potrafią sobie wyhodować brzuszek w rekordowym tempie: wspomniany Andres też wydaje się jakieś dwa razy bardziej obły niż na ekranie. Wątpliwości, wraz z kolejnymi minutami, mnożyły się i piętrzyły. Cała lekcja była w dalekim trzymaniu. Nauczyciele wprawdzie znakomicie interpretowali muzykę, ale ruszali się tak jakoś bardziej na modłę nuevo. Cóż, myślę sobie, kolejny szaniec zdobyty, uczniowie starych mistrzów z Sunderlandu – Carlosa i Rosy – zwycięzcy mundialu tango de salón, przerzucili się na nowoczesne hołubce. W myślach szykowałem już posępne  epitafium dla tradycyjnego tanga, szlifowałem frazy kwieciste a przejmujące, uderzałem w podniosły ton, darłem szaty. Na próżno.  Okazało się, że ci mili ludzie to Pablo Giorgini i Noelia Coletti. Nuewowcy, którzy głusi na muzykę z pewnością nie są.

Cóż, lekcja, skądinąd świetna,  kosztowała tylko 8 pesos, czyli jakieś 6 złotych (!), ale mimo to, jakbyśmy powiedzieli w kraju: „niesmak pozostał”. Czułem się trochę oszukany.

Od jutra* nie będziemy już mieli czasu myśleć o głupotach. Dziś z paromiesięcznego tournee po Europie wrócili nasi ulubieńcy sprzed roku, czyli José i Vicky. Zostają tylko kilka dni, przed udaniem się na wywczasy, więc chcemy u nich wziąć tyle lekcji prywatnych, ile się da. No i jutra idziemy też na parogodzinne „seminarium” z Aonikenem.
Będziemy się jednak bacznie rozglądać. Na ulicy spotkaliśmy już Alejandrę Mantiñan z facetem w bermudach targającym obleśną reklamówkę, który okazał się, uwaga… Juanem Carlosem Copesem.  W sklepie spotkaliśmy też Adriana Veredice i Alejandrę Hobert. Prędzej czy później dorwiemy Pabla R. i wszystko mu wygarniemy!

* Uwaga na użytek skrupulatnych czytelników. Kiedy piszę „dziś”, „jutro” – owe czasowe wyznaczniki odsyłają jedynie do samego aktu pisania, nie zaś do daty publikacji, a już z pewnością nie do momentu, w której czytelnik raczy się łaskawie zapoznawać z tymi wynurzeniami. Proszę mi zatem nie zadawać kłamu! Czytelnikom, którzy bardzo się nudzą, albo też wietrzą w tym wszystkim jakieś grubsze szachrajstwo, mogę jedynie polecić lekturę „Fenomenologii Ducha” (rozdział „Pewność zmysłowa czyli to oto i mniemanie”). Autor wyjaśnia te czasoprzestrzenne dziwactwa z właściwą sobie, nienaukowym, pedanterią.

Zgoda, trochę mnie poniosło, ale to wina Aonikena (u którego już byliśmy). Dotychczas zajęcia zwane tu „seminariami” tym tylko różniły się od lekcji – „classes” – że drożej kosztowały.  Ale Aoniken zafundował nam prawdziwe seminarium. Zajęcia trwały 2 godziny, z czego półtorej przypadło na wykład. Wykład był zapewne ciekawy, szkopuł w tym, że wiatraki w Villa Malcolm robiły tyle hałasu, że niewiele dało się usłyszeć. Nie przerywaliśmy jednak wykładowcy: wszyscy udawali, że słuchają w nabożnym skupieniu. Mówił w każdym razie z werwą i minę miał przy tym bardzo przekonującą.  Jest wpół do piątej rano. Pora spać. Jutro niedziela, czyli czeka nas błogosławiony odpoczynek od lekcji. Postaram się wykorzystać ten czas, żeby napisać – wreszcie – coś konkretnego. W każdym razie obiecuję: w najbliższym czasie kilka słów o Buenos Aires oraz krótki poradnik jak przetrwać na tutejszych milongach.

0 Responses to “Seminarium”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: