Najwięcej witaminy…

W „Porteño y Bailarin” śpiewał Alberto Podestà. Słuchaliśmy go już w zeszłym roku, tym razem śpiewał jeszcze lepiej, choć ma już ósmy krzyżyk na karku.  Ostatni z wielkich śpiewaków tanga, ostatni Mohikanin.

Kiedy rozbrzmiało  „Pedacito del cielo”…

Los años de la infancia pasaron, pasaron.

La reja está dormida de tanto silencio.

…wszyscy staruszkowie na sali mięli łzy w oczach. (Ja również)

W zeszłym roku milonga ta podobała nam się średnio, ale – nie wiedzieć czemu – stale do niej trafialiśmy (a sąsiednie „El Beso”, które w tym roku jest naszym number one, odwiedziliśmy tylko raz!). Ale teraz było tam sporo świetnych tancerzy i wyhulaliśmy się za wszystkie czasy. Kasia przeczytała naszego bloga, odrobiła lekcję, więc nawet „Pibe Sarandi” się w końcu doczekał i nie zmarnował wieczoru. W przerwie między utworami wyraził uznanie dla Polek, które, jego zdaniem, mają prawdziwy dryg do tańca. Niby zwykły okolicznościowy komplement (wszyscy się tu raczą bez przerwy takimi słodkościami – trzeba czymś zapełnić te pierwsze rozruchowe pół minuty każdego utworu – ale sumiennie przytaczam ku pokrzepieniu serc i podbiciu narodowego bębenka.


1 Response to “Najwięcej witaminy…”


  1. 1 C.H. 14 lutego, 2008 o 1:12 pm

    Podesta wielki jest. Szczęściarze…


    Pozdrowienia,
    C.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: