Nowinki

W tangowym światku Buenos Aires zapanowała niesłychana wręcz mania rozciągania się, wyginania, przyciągania pleców do podbródka a stóp do czubka głowy. Cecylia Garcia na swoim entrenamiento corporal wymaga tarzania się, rzutów nóg przez głowę, efektownych upadków i natychmiastowego zrywania się na równe nogi w pozycji wojownika ninja, wygięcia nóg za uszy i innych równie zabawnych dystrakcji. No, ale jak się jest partnerką Dorkasa, to już naprawdę wypada wszystkie takie siupy aplikować osłupiałej publiczności.

W DNI joga ma 4 poziomy zaawansowania i ponieważ to interes rodzinny, prowadzi ją mama Dany. Nawet Mateusza udało mi się nakłonić do wyginania, wyciągania i oddychania (skoro jest takim wielbicielem oddechu…). Ach! Byłabym zapomniała! Z czysto reporterskiego obowiązku dodam, że drugi prowadzący jest zabójczo przystojny! Oczywiście w stwierdzeniu tym nie ma nic osobistego. Gdyby człek uwierzył, że jego boskie kształty są wynikiem długotrwałego pozostawania w postawie „pies z głową w dół”, to nigdy, przenigdy nie opuściłby sali tych wymyślnych i jakże szlachetnych tortur.

Nawet mój klejnocik – Silvana Nuñez (zdawałoby się tradycyjna tanguera) – napadła na mnie od drzwi, kazała się zwinąć w chińską pagodę, tak że kark wylądował między moimi stopami i w tej oto postawie przywrzeć plecami i głową do ściany. Cały świat stanął dęba i wirował mi wesoło przed oczami. Przy tym, oczywiście, wszystko trzeba gruntownie rozluźnić i spokojnie oddychać do żeber.

Co jest u licha! Gdy poskarżyłam się Viky na ból ścięgna, ta zamiast okazać nieco macierzyńskiej troski i zapytać, czy nasmarowałam nóżkę maścią taką lub śmaką, czy zrobić mi okładzik, najpierw przynudzała o konieczności codziennego rozciągania (taka mądra, a sama też się skarżyła na jakiś naciągnięty mięsień!), a potem kazała mi dla rozgrzewki zrobić szpagacik i wywracać na nice zbolałe kończyny. (Tak przynajmniej zrozumiałam, mój dwumiesięczny hiszpański jest wprawdzie perfekcyjny, ale w ograniczonym zakresie. Ostatnio postawiłam na nogi cały personel sklepu spożywczego, wszyscy okazali się niezmiernie pomocni i bardzo uzdolnieni glottodydaktycznie, podsuwali mi wprawdzie winogrona – uvas – zamiast upragnionych jaj – huevos, ale nie do końca była to ich wina). Przy tym poleciła mi rozluźnić plecy i dla lepszego efektu okładała mnie pięściami, co nazywała masażem. Ponieważ jestem dziewczęciem wstydliwym, z mojej piersi raz po raz wydzierał się perlisty śmiech na przemian z głupawym rechotem, aż zaalarmowałam Josego, który ćwiczył z Mateuszem jakieś enrosque lub inne głupstwa. Przybiegł i chciał koniecznie wiedzieć, co się tu po kątach wyrabia. Przyrodzona godność nie pozwoliła mi na słowo skargi.

Matko boska, toż po powrocie w ojczyste pielesze będę musiała do pilatesu dorzucić jeszcze jogę. Żegnaj ukochane latte i ploteczki z psiapsiółami, żegnaj praco naukowo-badawcza przynajmniej do czasu, gdy zdołam owinąć nogi wokół (własnej!) szyi.

0 Responses to “Nowinki”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: