Ślizg

Lyzwiarz

Być może udzielił mi się świąteczny czas zadumy i wzniosłego namysłu nad sprawami nieprzemijającymi, choć pewnie cierpię tylko na jakieś osobliwe dolegliwości będące skutkiem ubocznym przeżarcia. W każdym razie zastanawiałem się właśnie nad złożonym problemem naszych rodzimych parkietów i pragnąłbym wywołać ogólnonarodową dyskusję w tej na pozór przyziemnej, choć w istocie szlachetnej i ważkiej materii.

W Warszawie na niektórych milongach (Chłodna, Złota), organizatorzy z lubością posypują parkiet specjalnym talkiem, kręcąc przy tym z zatroskaniem głową i wypowiadając sentencjonalne formułki w rodzaju: „strasznie dzisiaj ślizgo, psiajucha!”.

Co się wówczas dzieje? Podłoga staje się tępa tam, gdzie padł cudowny proszek, natomiast miejscami jak była śliska, tak śliską pozostaje. W rezultacie tancerze to się ślizgają, to gwałtownie wyhamowują, nie wiedzą, czego się spodziewać, jakimże bogom zawierzyć.

Światowcy znający parkiety takich milong z Buenos jak „El Beso” czy „Niño Bien” zgodzą się pewnie, że w porównaniu z nimi lodowiska zdają się pluszowym dywanikiem z hotelu Bristol lub wybetonowanymi boiskami. Tam dopiero można poczuć, co znaczy ślisko. Nikt nie bruka parkietu talkami i pewnie właśnie dlatego tańczy się tam najwspanialej w świecie!

Przybysz z bardziej tępych regionów geograficznych może się czuć skonsternowany przez pierwszą tandę lub dwie. Po kilku widowiskowych przewrotkach zaczyna się jednak przystosowywać i uczy się traktować parkiet jak sprzymierzeńca, nie zaś wroga tancerza. Na takim parkiecie nie trzeba być jednym z braci Zotto, żeby wykonywać wspaniałe planea, enrosques czy choćby zwykłe pivoty. I to bez najmniejszego wysiłku: można wreszcie dać odpocząć strudzonym biodrom.

Partnerzy przestają szarpać; partnerki uczą się „trzymać podłoża”, tańczą spokojniej, dokładniej, słowem lepiej: nie ma innej możliwości.

Może więc warto i u nas, choćby na próbę, odłożyć produkty firmy „JOHNSON’S® Baby” do szafy?

Ci, którzy nie chcą się ślizgać, mogą wszak zwilżać od czasu do czasu podeszwy wodą lub olejkiem rycynowym. Zamiast skórzanych wybrać podeszwy zamszowe lub skórzane z gumowym „oczkiem” (podeszwa w całości gumowa nadaje się tylko na kafelki, marmur itd.). I wreszcie wymienić drewniany czy skórzany obcas na gumowy (nasadka na obcas w damskich butach też nie musi być plastikowa)…

Dajcie pożyć miłośnikom ślizgu ekstremalnego!

lyzwiarka

1 Response to “Ślizg”


  1. 1 Bartek 29 marca, 2008 o 9:33 pm

    No dobrze, ale ci Państwo na zdjęciach mają łyżwy…

    Wszystko chyba sprowadza się do braków w technice – ja na przykład nie jestem jeszcze w stanie tańczyć na zbyt śliskim parkiecie bo.. się ślizgam. Lekko tautologiczne stwierdzenie ale w 100% prawdziwe – nie jestem jeszcze w stanie tańczyć bez drobnego podpierania się tu i tam. Wygląda pewnie nieszczególnie, ale partnerka w bliskim trzymaniu nie ma szans patrzyć mi się na stopy, więc uchodzi to płazem albo innym gadem 😀

    Proponuję robić megaśliskie praktiki, żeby ćwiczyć równowagę, ale na milongach dajcie potańczyć, lepiej albo gorzej ale za to z frajdą…

    A do szybkich milong i walców można by wypożyczać łyżwy, za drobną opłatą oczywiście 😉

    Bartek


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: