tango macht frei!

Żegnajcie piękne czasy odprężenia i relaksu, witaj obozie pracy! W tym roku mieliśmy się nie dać szaleństwu, poprzestać na jednej lekcji prywatnej lub grupowej dziennie, ba, zdobyć się na jakąś miłą eskapadę do Iguazu (woda lejąca się, panie, z nieba), Barriloche (ichnie Mazury) czy inszej Patagonii (wiatr i zimno). Wzniosłe postanowienia oczywiście diabli wzięli.

Za dużo się dzieje.

Weźmy dzień dzisiejszy:

W Canningu lekcja Julka i Coriny.
W Tango Brujo wprost genialne „conceptos creativos” Cecylki Garcii.
W „El social” kolejny etap pięciodniowego seminarium Arce/Montes (pierwsze otwarte* seminarium w Buenos tej pary od ośmiu lat!). Cztery godziny orki!
W la Virucie Chicho Frumboli i Aśka Sepulveda. Trzygodzinna harówka.
Przed praktyką Ekis kolejna odsłona pojedynku mistrzów. Tym razem walczyć będą (do ostatniej kropli uczniowskiej krwi) Veredice-Hobert z Godoyem-Cecylką. Dwie godziny męki (i to pewnie podwójnej).

Kasia ma dziś jeszcze lekcję prywatną z „małym” Rodriguezem, ja zaś, miast leżeć do góry brzuszyskiem, heroicznie wystukuję te kilka słów.

O stu pięćdziesięciu innych znośnych, przyzwoitych, a czasem znakomitych lekcjach w stu dwudziestu szkołach tanga nawet nie wspominam.

Całe szczęście, że pani pogoda zapowiada na dziś burzę z piorunami, gradobicie, kataklizm i ogólną sodomię z gomorią. Może wszystkie te imprezy trafi nasz swojski szlag?

No dobrze, wiem, że nie interesuje was nasz stan ducha, domagacie się informacji o rzeczonych zajęciach. Najlepiej rzetelnych, a jeszcze lepiej krytycznych. No i oczywiście złośliwych.

Ha, jako żem łagodnością czystą jako ta owieczka bielusia powiem tyle, że:

– Balmaceda jest świetny. To znaczy o wtorkowych zajęciach nic rzec nie mogę, chyba że przez ekstrapolację. Jak dotychczas byliśmy (i chodzić dalej zamierzamy) na środowych „Perfeccionamiento para parejas” w studia Zarasa. Zajęcia prowadzi sam Julio. Par żądnych udoskonaleń jest raptem kilka, zajęcia mają charakter praktyki z bardzo wyraźną obecnością prowadzącego (Julek się nie opiernicza). Coś dla „tancerzy ludowych” (z lekka spaczonych wiedzą)

– Seminarium Arce/Montes zaczęło się wczoraj. Tłum ludzi na małej, dusznej powierzchni, ale zajęcia świetne. Widać, że nauczyciele z tego, co sami tańczą, wydestylowali też pewną koncepcję nauczania, ich podejście dydaktyczne ma zatem charakter dojrzały i systemowy. Niesamowite ćwiczenia z abraso i bycia razem w tangu. Coś dla osób wyrafinowanych i subtelnych.

O zajęciach Garcii w Tango Brujo pisaliśmy chyba w zeszłym roku. Totalny odlot bez trzymanki, który, o dziwo, wielce pomaga w rozkrochmaleniu naszych słowiańskich cielsk, sztywnych, topornych, opornych i cielskami bliźniego w gruncie rzeczy niezbyt zainteresowanych. Jak dla nas jedne z najlepszych zajęć w Buenos. A w każdym razie najzabawniejszych. Dla osób przerafinowanych i nowinkarzy.

O Chicho pisać nie będę. Jak już wspomniałem, jestem łagodnością samą. Zostawię tę przyjemność Kasi.

Pojedynek mistrzów oczywiście zreferujemy, gdy odsłoni na naszych oczach pełnię swej dramatycznej… dramatyczności.

A nie mówiłem, że jestem przemęczony?

* a cóż to takiego te otwarte seminaria czy zajęcia, spytacie. Otóż wyimaginujcie sobie proszę, że międzynarodowe sławy tangowe, żyjące na stałe za granicą, i przylatujące do Buenos po to, by dawać „specjalne seminaria” dla tango turystów to znaczy po cenach „międzynarodowych” (vide CITA), raz na pewien czas (np. raz na osiem lat) słyszą zew patriotyzmu lokalnego, dochodzą do wniosku, że nie mogą już dłużej pozbawiać lubych rodaków dostępu do zdroju swego niezmożonego talentu, organizują przeto zajęcia po cenach miejscowych. Przeważnie zaznaczają, że Argentyńczycy będą mieć pierwszeństwo w czasie zapisów; jako że owe zajęcia są, jak się rzekło, otwarte, żadnych zapisów i tak nie ma, nic więc dziwnego, że większość publiczności stanowią tacy jak my turyści, uradowani, że mogą się pogapić na uda pani Montes za 10 zł/h, a więc pięć do 8 razy taniej niż na starym kontynencie czy w innych Indochinach ta przyjemność zwykła kosztować. Słowem, prowadzący czują się dzięki temu widowisku godnymi spadkobiercami Maradonny i Evity; my zaś, puszczając mimo uszu okolicznościowe i nieodzowne uwagi o tym, że coś tam czy smośtam zrozumie tylko Argentyńczyk z dziada pradziada, na tym hipokryzją podlanym spektaklu w ewidentny sposób korzystamy.

Patriotycznemu kosmopolityzmowi stanowcze tak!

1 Response to “tango macht frei!”


  1. 1 karol 4 marca, 2009 o 1:37 pm

    U nas jest prawie tak samo. Milong i imprez moc co noc, a uda nasze dziewczyny mają nie gorsze od partnerki Sebka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: