Chicho śmichy

Na zajęcia u Chicha przeznaczono ogromną salę, halę do gry w piłkę nożną, usytuowaną na którymś tam piętrze domu kultury Ormian (gdzie mieści się też la Viruta). A mimo to tłok był niemożebny. Tak na oko ze sto dwadzieścia osób. Może więcej! Są to bowiem zajęcia, na których bywać wypada. Nawet uznanym wymiataczom, ba, zwłaszcza im. Ostatnio tryb zajęć się zmienił, dotychczas jednak pierwsza dwugodzinna lekcja przeznaczona była dla osób średniozaawansowanych, następna zaś dla zaawansowanych. Jak myślicie na jakie zajęcia chodzili tangowi supermani?

Na jedne i drugie?

Zła odpowiedź. Tylko na poziom średniozaawansowany. Później połowa DNI, Guillermo Cerneaz, Alejandro od Marisol oraz inne tuzy miejscowych parkietów grzecznie się wycofywali. Wyglądało to tak, jakby wszyscy naraz zapałali nieprzepartą chęcią wyprowadzenia chomika na spacer, nakarmienia tamagotchi albo odwiedzenia wystawy albańskich kapsli po piwie.

Myślicie, że to wrodzona skromność nakazała im tę rejteradę już po pierwszej rundzie? Wprost przeciwnie.
Lekcje z Chicho przypominają targowisko próżności. Wszyscy wszystkich bacznie obserwują: komu wychodzi, kto daje ciała, kto wygląda jak z koziej trąby milonguero*… Tak tutaj hartuje się stal, panie i panowie. A poziom średniozaawansowany u Chicha jest jeszcze do przełknięcia, zwyczajnie diablo trudny. Natomiast zaawansowany jest po prostu niemożliwy. Na pierwszej lekcji tangowi geniusze mogą więc jeszcze zabłysnąć, lekcja druga już nijak się nie kalkuluje.

Tak się składa, że my mogliśmy uczestniczyć jedynie w tej drugiej lekcji, obserwowaliśmy ostatni kwadrans pierwszej.

Wiedzieliśmy, że będzie zabójczo, ale postanowiliśmy „zaliczyć” wreszcie Chicha.
Chicho…
Chicho, jaki jest, każdy widzi: zaawansowany pod każdym względem rokendrolowiec z uśmiechem do środka. Na sali czuło się krew, pot i graniczące z obłędem uwielbienie. „Średniakom” dał niezłego łupnia ćwicząc przeróżne transakcentacje, grał na nich, jak na bębnach (o ile pamięć nas nie zawodzi jest chyba perkusistą). A potem wszystko potoczyło się zgodnie z oczekiwaniami. Chicho nie strzępił ozora po próżnicy, nie komentował, nie doradzał. Jak grupa zaawansowana, to zaawansowana, radźcie sobie sami! Juana też nie należy do szczebiotek. A myśmy robili to, co jemu zawsze wychodzi tak prosto i pewnie: zaplatali ręce, robili gancza w volcadzie, voleos w colgadzie i bóg wie, co jeszcze.

porwanie-sabinek1

Może Chicho nasiedział się zbyt wiele we Florencji? Nie ma to jak kultura wysoka, już ona człowieka urządzi.
Chicho patrzył po sali z pewnym rozrzewnieniem i uśmiechał się coraz szerzej i coraz bardziej tajemniczo. A my też raźno volcadowaliśmy, voleowaliśmy, colgadowaliśmy i soltadowaliśmy, wymieniając z innymi parami gniewne spojrzenia. Po głowie kołatało się zdanie: „dziecko grało na brzytwie, a uśmiech miało coraz szerszy…”. To chyba z Lautréamonta. A może z Gavito?

*Guillermo radził sobie rewelacyjnie (dodawał nawet jakieś ozdobniki), Alejandro też śmigał, że miło było patrzeć. Ale reszta…

6 Responses to “Chicho śmichy”


  1. 1 Bartek 6 marca, 2009 o 12:48 pm

    …bo do Chicho też trzeba mieć podejście/szczęście (niepotrzebne skreślić). Nam w każdym razie często udzielał wskazówek, jak tylko zauważył że człowiek dwoi się i troi, by choćby przyzwoicie dobrnąć do końca zadanej sekwencji. Boję się to powiedzieć, ale chyba jednak – ostatniego dnia warsztatów – mocno się angażował! Gdybyście zagościli jednak na lekcji u Ale i Sol, pozdrówcie ich ode mnie 😉

  2. 2 EWA 6 marca, 2009 o 1:52 pm

    KOCHANI, PRZEJRZAŁAM WASZEGO BLOGA, POBIEŻNIE TYLKO, ŻEBY SOBIE DODATKOWYCH CIERPIEŃ NIE ZADAWAĆ. CIESZĘ SIĘ , ŻE MACIE TYLE WRAŻEŃ. CAŁUJĘ WAS MOCNO, PRZEBYWAJĄCA NA TANGOWEJ EMERYTURZE, BABCIA EWA. P.S. PRZY OKAZJI POZDRAWIAM TAKŻE KAROLA. MOJEGO BYŁEGO,JAK SIĘ DOMYŚLAM WYBITNEGO PARTNERA, KTÓRY WAS OSTRO DYSCYPLINUJE W KOMENTARZACH P.S. RZECZYTAM JEDNAK JESZCZE RAZ DOKŁADNIE, BO TO CIEKAWA LEKTURA…MOŻE NIE PADNĘ TRUPEM

  3. 3 owadzik 8 marca, 2009 o 8:53 pm

    No, tu żem Was w końcu znalazła. Czyli żyjecie.

  4. 4 Mikolaj 9 marca, 2009 o 9:47 pm

    Nie wiem, kto jest tym razem Autorem/Autorką, ale przy chomiku na spacerze laptop mało nie spadł mi z kolan ze śmiechu. Wasze opisy są absolutnie cudowne, czasem tylko dociera do mnie, że aby docenic różne ich niuanse trzeba przynajmniej razy byc w BA. Piszcie więcej i trzymajcie się.

  5. 5 Antek 10 marca, 2009 o 11:53 pm

    Chico chicho no i cicho
    co to za zamilczenie? to nie należy do was 😉

  6. 6 aniafru 12 marca, 2009 o 10:01 pm

    No tak, chomiki chomikami – ale już minął tydzień!
    Doceniamy ciężką pracę rąk i nóg, ale gdzie sprawozdawczość?
    Na Wasze słowa czeka Warszawa, czeka Kraków, czeka Gdańsk!
    Odwagi!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: