Czekając na Godoya

Ostatni komentarz do naszego bloga: „Na Wasze słowa czeka Warszawa, czeka Kraków, czeka Gdańsk! Odwagi!”
Na takie wezwanie dusza moja niemieje w zachwycie i stosownej odpowiedzi szuka u poetów: „Mów do mnie jeszcze… Za taką rozmową/ tęskniłem lata… Każde twoje słowo/ słodkie w mym sercu wywołuje dreszcze -/mów do mnie jeszcze…”*
Dreszcze dreszczami, ale już wiemy, że mamy sprać niewolnika w sobie po pysku, przykuć go kajdanami do klawiatury: nuże, bydlę, pisz! Kiedy właśnie on nie chce i woli barłożyć, bisurmanić po milongach i spijać nektar boskich mądrości z ust samego Sebastiana Arce, Julia Balmacedy, Pabla Rodrigueza i inszych maestrów pokroju Torellego czy Inzy. W tej nieprzerwanej ekstazie zmysłów (no może jedna Mariana Montes miewa straszne kostiumy, ale jak tańczy!!) brak mu tchu na opisywanie wrażeń.
Ad rem, jak kichał Husserl. Tuż po przyjeździe umówiliśmy się na spotkanie z Alibabą tanga Horacym Godoyem, natychmiast też udaliśmy się do la Viruty, aby co prędzej zadzierzgnąć więzy przyjaźni i poinstruować go, zgodnie z długą listą wskazówek otrzymanych od Radka, jak winien się zachowywać w maju, gdy przyjedzie do Warszawy, żeby nam chłopak wstydu nie przyniósł (jak się je kapustę kiszoną, goli gorzałę i wita na niedźwiedzia). A tu figa z makiem, Pucunio wyjechał na wakacje! Czekając na Godoya z lubością odwiedzaliśmy zajęcia Cecylii. Już w zeszłym roku zachwalałam Wam entrenamiento corporal, w tym roku hitem są conceptos creativos. Wprawdzie nieodżałowanego Santiago Dorkasa (biedaczyna siedzi na zesłaniu w Italii, gdzie składa rzewne piosenki przy akompaniamencie gitary, doprawdy, aż serce się kroi, zerknijcie na facebooka) zastąpił Johny (ksywka: Deep, kudy mu jednak do piękności dorkasowskiej, nie ma pięknisia nad Dorkisia – oczywiście oprócz Ciebie, kochanie – a Wasza Kasia jest jego prorokiem), znów jednak główne skrzypce gra Cecylka, która, mówiąc najzwięźlej, uczy, jak przejść od człapania do tańca, po co do tego wszystkiego ciało, jak wyzwolić w sobie tangową bestię i łagodną owieczkę, co znaczy kolor w tangu i na czym polega tańczenie ze sobą. Się działo! Tarzaliśmy się po podłodze w wieloramiennych układach, zaczepialiśmy, ganialiśmy po sali, normalnie berek z orgią.
A potem, jak u Hitchcocka, zjawił się Godoy i zrobił taki szoł w la Virucie, że proszę siadać. Tam lekcje odbywają się w grupach dzielonych ad hoc: ci, co już wiedzą, co to jest ocho atras – na lewo, znający obrót w lewo – na prawo, ci, którzy machają gancho w volcadzie – na górę. Wcześniej jednak gaśnie światło i gdy tłum już depcze po sobie w ciemnościach i masz wrażenie, że zaraz wybuchnie ogólne pandemonium, rusza pokaz wszystkich nauczycieli. Inni radzą sobie lepiej lub gorzej, ale Godzio naprawdę zadaje szyku i skupia na sobie powszechną uwagę. Jest na co popatrzeć.
Niedawno Ceci i Godoy wzięli udział w pojedynku mistrzów (deasfios de los maestros), które organizuje Practica X. W szranki stanęli z nimi Alejandra Hobert i Adrian Veredice, bliska nadwiślańskiemu sercu para. Zobaczcie sami:

Nieładnie się chwalić, ale w zgodnym odczuciu polskiej kolonii w Buenos nasi w części dydaktycznej rozłożyli Jankowych na łopatki. Chłopaki przygotowały program na najbliższe dziesięciolecie i nie zmieściły się w przepisowej półgodzinie – sędzia odgwizdał koniec meczu. Czekamy na dogrywkę

*Nie muszę chyba dodawać, że komentarze „Karola” budzą we mnie równie wzniosłe uczucia.

1 Response to “Czekając na Godoya”


  1. 1 karol 13 marca, 2009 o 11:53 am

    Co to znaczy tangowa emerytura


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: