Mała rzecz, a cieszy

Nieduża, drobna, nieśmiała. Kruchy typ bibliotekarki w Sieklukach albo praktykantki w Instytucie Oświaty Mleczarskiej, taka właśnie wydała nam się Mistrzyni świata tango de salon, gdy przed laty pobiegliśmy do Copellego, zobaczyć, jak tańczy, a zwłaszcza uczy podówczas jeszcze z Dantem Sanchezem. Byliśmy jedną z dwóch par uczestniczących w zajęciach i była to badajże ich pierwsza lekcja w tym miejscu, toteż właściwie Mistrzowie Świata siedzieli nam na plecach i każdy krok robiliśmy we czwórkę. Wiśta wio!

Nieco później Mistrzyni rzuciła Mistrza i od tej pory bajluje z latoroślą Naveiry, a mianowicie z Federikiem. Inez Muzzopappa jak tańczy, wszyscy widzieliście na nieocenionym jutjubie, uczy nadal z wielkim zapałem. Kontaktowa, bezpośrednia, pracowita aż zgroza bierze, zwłaszcza że tu w Buenos, panie dziejku, prowadzący – z nielicznymi wyjątkami – nie rozpieszczają dziatwy swoją nadobecnością. Jeśli zdołasz się przebić, schwycić za cifa i dopaść – twój zysk. Jeśli nie – twoja strata. Nic to: doskonalsza moralnie część caminito potrafi przebić pancerz Tu-134, dopaść kometę w locie i kupić ogórki kiszone w Buenos Aires. Na Dzikich Zajęciach odnajduje się znakomicie.

Inez to kobieta mocno stąpająca po ziemi. Mamy na myśli taniec. A jej voleo adelante? Echh…. Rozmarzyliśmy się słodko. Charakterna jest i twarda, bo doprawdy, wyobraźcie sobie (byleby tylko nie śniło Wam się to po nocach, ten passus przeznaczony jest dla osób o mocnych nerwach) – tańczycie pokaz na wielkiej gali CITY w teatrze, przed wami Chicho, za wami Godoy, na widowni die ganze tangierende Welt, a wam właśnie w połowie obrotu rozwiązuje się stanik sukienki. Nic tylko zapaść się pod ziemię, uciec z krzykiem i do końca życia nerwowo podrygiwać na pierwsze takty Di Sarliego w jakimś znanym kubańskim kurorcie odwykowym (w towarzystwie Maradony). Inez chyciła Fedka przez pół za orzydle i tak chłopaki w najbliższym objęciu wywijali dalej. Publiczność wyła z zachwytu. Myśmy również wyrazili nasze ukontentowanie z właściwą sobie flegmą, doskonalsza moralnie część caminito piszczała i gwizdała, jego dłuższa część była jednak trochę zawiedziona: burczała coś pod nosem, że woli jednak „dalekie trzymanie”. Dziwne…

0 Responses to “Mała rzecz, a cieszy”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: