lato zaskoczyło drogowców

Wolałbym się podzielić z czytelnikami doniosłą  refleksją na temat kryteriów oceny muzyki puszczanej na milongach (złożyłem taką obietnicę przed wyjazdem),  już nawet przystąpiłem do redagowania rzeczonego tekstu; niestety,  Kasia bzdurnie mniema, że powinniśmy latać na 4 lekcje dziennie, w przerwach zaś ćwiczyć jakieś podniebne akrobacje miast wypełniać naszą prawdziwą misję, jaką jest, rzecz jasna, przytłaczanie czytelnika ciężarem naszych wiekopomnych i jakże gruntownych przemyśleń. Tak więc na razie, dziubasku, musisz się obejść smakiem i zadowolić się marną przystawką w postaci zgoła niesystematycznych i nieuporządkowanych uwag,  innymi słowy zwykłym pitoleniem.

A więc tak: lato znów zaskoczyło drogowców. Odkąd migrujemy tu na zimę  co roku nadchodzi dzień,  w którym zatroskani telewizyjni prezenterzy, ścierając batystowymi chusteczkami pot ze spracowanych i zatroskanych czół, oznajmią publice, że w mieście panuje upał, niespotykany od czasów, gdy po pampie wesoło kicały dinozaury. Jeszcze ani razu się nie zawiedliśmy, w tym roku mamy już tę przyjemność zaliczoną. Dwa dni te muy sensacion termica (czyli termiczne sensacje) wyniosły ponoć 40,3 stopni w skali pana Celsjusza. Piękny zaiste wynik! Lokalsi snują się smętnie ulicami, skamląc żałośnie o kawałek cienia: „Que calor insoportable!” – jęczą – co  wytrawny iberysta przełożyłby tak: „grzeje jak w Kieleckiem”.  Jeśli dodać do tego, że ulubionym sportem argentyńskiej braci jest podkręcanie  klimatyzacji (wciskają z zapamiętaniem pilota, usiłując osiągnąć 15 stopni, atoli wymarzony ów cel pozostaje  niedościgły: ekranik LCD nie chce wskazać mniej niż  18), a infrastruktura energetyczna przestarzała, nie trzeba  Edisona, by pojąć, dlaczego całe dzielnice pogrążają się systematycznie w egipskich ciemnościach, a muza na milongach milknie w najniestosowniejszych momentach.

Niedawno wróciłżem z techniki  dla kobiet „mujeres del tango”, gdziem się udał w nadziei udoskonalenia voleos (taki bowiem temat zapowiedziano). Okazało się, że jestem jedynym zakalcem w cieście, jedynym przedstawicielem męskiej fauny. Obok mnie w malutkiej salce  ćwiczyło 20 dzierlatek, z czego grubo (przepraszam za wyrażenie, wyjątkowo niestosowne w tym kontekście) ponad połowa z nich mogła się pochwalić fenomenalnymi wprost przymiotami (duchowymi zapewne również), których rozmiary były wprost odwrotnie proporcjonalnie  do ilości materiału zużytego na ich odzienie (panuje, jak się rzekło upał). Już samo to, przyznacie chyba,  wystarczyłoby z nawiązką, by na wiele dni pogrążyć w zamęcie najtęższego nawet filozofa. To jednak nie wszystko. Pod koniec zajęć  w przestrzeni, jak pamiętamy,  niewielkiej i chyba słabo wentylowanej, zaczął się unosić zapach przypominający charakterystyczną woń  szatni w technikum  sportowym. Tymczasem ja sam nie spociłem się jakoś szczególnie, na sali zaś innych cuchnących capów nie było. No wiec jak to? Cóż to a zagadka? Czyżby długonogie anioły miały gruczoły potowe? Niepodobna, a jednak. Mój światopogląd, uformowany we wczesnym dzieciństwie uważną lekturą romansów arturiańskich, legł w gruzach. Słowem, leżę i kwiczę.

[Pocenie się? Dziewczynki tego nie robią, cała ta obserwacja jest do chrzanu, musi upał spłatał Ci figla i dołożył się arcynieprzyjemną synestezją sensoryczną, było mnie zapytać, a nie farmazonami czernić ekran – K.]

By nie było, że o tangu ani słowa. Wczoraj byliśmy na stosunkowo młodej milondze (działa od września) ulokowanej  w pobliżu Gricel i Nino Bien, a więc daleko od naszego palermowego  gniazdka. Zwabiła nas ciekawość. Oto milonga organizowana przez… tangową orkiestrę. I to nie byle jaką, ale samą Misteriosę (primo voto Fervor de Buenos Aires). Tak zresztą nazywa się owa tajemnicza milonga.

Ściany kolorowe jak w Coco, podłoga zdecydowanie gorsza (pierwotnie cementowa posadzka nienadająca się do tańczenia, położono na niej jakieś szczepione utwardzane tektury, które sprawdzają się nienajgorzej, ale w konfrontacji z parkietem w Canningu musiałyby spłonąć ze wstydu). Najważniejszy jest jednak cotygodniowy występ Misteriosy, moim zdaniem najlepszej współczesnej kapelki tangowej. Stroną taneczną wydarzenia zajmują się Bruno i Mariangeles ściągając co tydzień parę dającą pokaz. Wczoraj był to mały  Rodriguez z nową partnerką, Natashą Lewinger. Oto próbka.

0 Responses to “lato zaskoczyło drogowców”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: