DJ Jarek!

katastrofa
Franciszek Łódeczko, postanowił spędzić weekend na podmiejskim wywczasie, chociaż życzliwe mu osoby odwodziły go od tego niefortunnego pomysłu, namawiając, by pozostał w mieście i sumiennie uczęszczał na wszystkie milongi, jak na porządnego obywatela i gorliwego tancerza przystało. Łódeczko sumitował się, zapewniając, że wróci do miasta niedzielnym popołudniem i zdąży jeszcze obskoczyć dwie milongi, upierał się jednak, że na zieloną trawkę wyskoczyć musi i basta. Wobec tak bezrozumnej postawy, przyjaciele dali za wygraną.
W piątek Łódeczko doczłapał na swoją daczę o północy, wymęczony staniem w wielogodzinnym korku. Połamany snem na niewygodnej polówce, z samego rana ruszył do pobliskiego stawu, aby zażyć kąpieli. Przemarznięty do kości, wynurzył się z mętnej sadzawki pełnej zbutwiałych opon, żeby się przekonać, iż skórę pokryły mu paskudnie wyglądające bąble, pęcherze i krosty. W drodze powrotnej nadepnął na szerszenia.
Po powrocie ze szpitala postanowił uciąć sobie małą drzemkę w hamaku, ale warkot nowej kosiarki z turbodałodowaniem, którą bawił się umiłowany sąsiad, nie dał mu zmrużyć oka. Mocowanie hamaka okazało się zresztą sparciałe, toteż Franciszek Łódeczko, wiwinąwszy salto godne mistrza olimpijskiego, stłukł sobie biodro i długo zbierał siły, by przyjąć pozycję pionową, właściwą dla przedstawiciela homo sapiens.
Po powrocie ze szpitala, rześko wskoczył w stary kombinezon i w nieprzepartej żądzy działania postanowił dać do wiwatu sąsiadowi swoją piłą tarczową. Tak się rozochocił, że gdy zabrakło już bali, desek i szczapek, przepiłował ogrodowy stół sąsiada. Pęd do majsterkowania bywa zaraźliwy: sąsiad wyrwał sztachetę i dalejże okładać nią nieszczęsnego Łódeczkę!
Po powrocie ze szpitala Franek westchnął ciężko, a że kapać właśnie z nieba zaczęło, schronił się w domku, marząc o szklaneczce herbatki z malinami i odrobince ciepła, toteż włączył ukochanego Gardela i uruchomił grzejniczek. Umiłowany sąsiad w tym czasie podkładał pod ganeczek Łódeczkowego pałacu szczapki, które następnie hojnie podlewał benzynką. Nim Łódeczko skończył wtórować gardelowskiemu „Caminito”, z jego piersi wyrwało się nieładne rzężenie, szklanka wyśliznęła mu się z rąk, a malinowy sok rzęsistym deszczem zrosił grzejniczek; sto słońc zapłonęło w mózgu naszego bohatera…
Karetka pogotowia odwożąca go na sygnale do Warszawy minęła się ze strażą ogniową.

Franciszek Łódeczko, horribile dictu, nie zdążył na niedzielną milongę do Comme il Faut. Morał z tej smutnej historii jest oczywiście taki, że należy zawsze słuchać życzliwych nam osób. A życzliwych poznaje się oczywiście po tym, że życzą nam udanej niedzielnej praktyki i milongi w Comme il Faut.

17:00-18:00 Praktyka 
18:00-21:30 Milonga
Wstęp:

Praktyka 10 zł
Milonga 15 zł (do 19:00 – 10 zł)
z kartą caminito – 5
Zapraszamy!

0 Responses to “DJ Jarek!”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: