Dj Michał

W  najbliższą  niedzielę  Stowarzyszenie  Pomocy Ofiarom i Męczennikom Tanga udzieli   duchowego    wsparcia    człowiekowi,   któremu miazmaty sączone przez Orquestas Tipicas  szczególnie  ciężko dały po… nerach.

Michał de Z. urodził się w znakomitej rodzinie górnośląskich patrycjuszów, wywodzącej się ponoć od samego Hammurabiego.  Jego  ojciec,  dziad  i  pradziad przynosili chlubę ojczystej palestrze, nic więc dziwnego, że Michasiowi od  najmłodszych  lat  wieszczono  błyskotliwą karierę w sądownictwie.

Dzieciństwo  i  wczesna młodość zdawały się zresztą potwierdzać tę    nieuchronność    przeznaczeń.    W   przedszkolu  mały  Michałek niestrudzenie  płazował  mniej  praworządne  łby  rówieśników Kodeksem Rodzinnym   i   Opiekuńczym.   W   zerówce  potrafił  już  płynnie wyrecytować Allgemeines bürgerliches Gesetzbuch z 1812 roku –  zwyczajnie i wspak.

Z  tego  też powodu  został  z rzeczonej zerówki przeniesiony karnie od razu  na studia, prawnicze rzecz jasna.  Tam jednak natrafił na pierwsze trudności.  Zazdroszcząca mu szerokiej wiedzy (i niechybnej kariery) kadra naukowa, złożona  w  dużej  części  z prawniczych wyskrobków i nieudaczników, utrudniała mu  życie  na wszelkie sposoby. Michał  wiele wytrzymał, w  najgorszych  momentach  zaciskał  zęby,  powtarzał  w  myślach Prawo morskie  międzynarodowe  i lekce sobie ważył te szykany niczym jeden z nieśmiertelnych  bohaterów  Plutarcha.  Załamał się dopiero wtedy, gdy najokrutniejszy z  prześladowców ochrzcił go przezwiskiem „Duduś”, jakże perfidnym, pospolitym i niegodnym!

W  Ośrodku  Psychoterapii  „Kurniczek”  poznał  swoją  przyszłą  żonę, psychiatrę,  adeptkę metody behawioralno-tangowej. Terapia okazała się skuteczna; Michaś  otrząsnął się z depresji, ale bodaj czy choroba, choćby najdokuczliwsza,  nie byłaby lepsza od takiego „zdrowia”!

Depcząc  to,  co  dawniej  kochał,  człowiek  ów kazał sobie wydrukować koszulkę     z    napisem   „Que   viva   el   DJ   Dudus!”,   niemal całkowicie zerwał kontakty towarzysko-rodzinne  i  zaczął przestawać z osobnikami jak najgorszej konduity. Odtąd częściej niż w kuluarach sądów można go było spotkać w najgorszych  spelunach  Berlina,  Buenos  Aires  czy  innych Krakowów, potocznie   zwanych   milongami.   Tam  oddawał  się  jakimś  dzikim, pląsom,  orgiom  i  rozpasaniu, co doprowadziło go w szybkim czasie do

całkowitego odczłowieczenia, a w każdym razie rozprawniczenia.

Jako że nasze Stowarzyszenie nie jest wybredne i pomaga nawet ostatnim  wrakom, w  najbliższą  niedzielę  DJ  Duduś,  vel  Michał z Katowic  zagra na milondze   Comme  il Faut, w towarszystwie swojej pięknej małżonki Oli (jest  odpowiedzialna  za  tę  degrengoladę więc niech się bestia trochę naje wstydu).

Okażcie  im odrobinę  świeckiego  lub religijnego współczucia.

17:00-18:00 Praktyka

18:00-21:30 Milonga

Wstęp:

Praktyka 10 zł

Milonga 15 zł (do 19:00 – 10 zł)

z kartą caminito – 5

0 Responses to “Dj Michał”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Archiwum


%d blogerów lubi to: